Tacy już jesteśmy, że lubimy sami rzucać sobie kłody pod nogi. Może by tak przejść na wegetarianizm? A gdzie tam! No bo jak to tak – niedzielny obiadek u babci bez ukochanego tłuściutkiego schabowego? No ale są jeszcze alternatywy. Skoro nie wegetarianizm, to może flexitarianizm? Na nim akurat możemy pozwolić sobie raz na jakiś czas na zjedzenie mięsa (nawet tego wieprzowego, czyli zdecydowanie najmniej zdrowego), jednakże z tym modelem żywienia problem jest zgoła inny, a tyczy się on również diet wegetariańskich i wegańskich. Zazwyczaj obawiamy się, że gdy staniemy przed koniecznością zastępowania mięsa różnymi dziwnymi wymysłami, zaczniemy na tym tracić – przynajmniej pod względem finansowym. Te nietypowe modele żywienia zdają się być strasznie drogie. A czy flexitariańska dieta też taka jest? Czy rzeczywiście będzie ona pochłaniać sporą część naszych pieniędzy, jeżeli tylko zdecydujemy się na nią przejść?

Z całą pewnością nie. To od nas zależy przecież, jak zarządzamy swoim domowym budżetem, więc to od nas zależy to, ile pieniędzy przeznaczamy na jedzenie. A nie musimy przeznaczać ich dużo. Oczywiście na diecie flexitariańskiej można żywić się specjalną kaszą quinoa, jagodami goji, wegańskimi odpowiednikami mięsa (to przecież tylko dziesięć złotych za paczkę pozwalającą na przygotowanie małego dania dla jednej osoby) czy najdroższymi rybami (tylko łosoś!), alerównie dobrze można przecież zajadać się tuńczykiem, tradycyjnymi orzechami, makrelą, jajkami oraz roślinami strączkowymi. My tutaj decydujemy. Zamiast sięgać po gotowego łososia, wybierzmy tuńczyka albo przynajmniej pstrąga tęczowego, a ogólnie rzecz biorąc większość posiłków starajmy się opierać na roślinach strączkowych. Dieta flexitariańska powinna składać się też z orzechów. One teoretycznie są drogie, ale jednak nawet na nich możemy oszczędzać, każdorazowo kupując je w większych opakowaniach. Zakupy starajmy się realizować przez Internet. W ten sposób naprawdę sporo oszczędzamy i to praktycznie na każdym produkcie.